Roksana i Patryk – rodzeństwo z plakatu

Dzieci z plakatu X kampanii społecznej Fundacji Hospicyjnej „Pomóż ukoić ból” nie trafiły na niego z agencji, wstawione w rolę i ucharakteryzowane na smutno. Miały 6 i 7 lat, kiedy w lutym 2009 roku umarł ich tata Leszek. Wydaje się, że wystarczająco, by wiele pamiętać. 
Roksana jest starsza. Kiedy odchodził jej tata, była już uczennicą pierwszej klasy, a jednak ten okres zapisał się w jej pamięci jedynie jako wielka czarna dziura. U Patryka jest podobnie. Pewnego dnia wrócili ze szkoły i powiedziano im o śmierci taty, który tak naprawdę umierał od dawna, a ostatni tydzień spędził pod opieką gdańskiego Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza SAC. Z dziesięciorga właśnie osieroconego rodzeństwa byli najmłodsi. Inne dzieci wiedziały bądź domyślały się, że choroba ojca zmierza nieuchronnie do jego odejścia, a mimo to nie potrafiły przygotować się na taki finał. Na Roksanę i Patryka ta wiadomość spadła jednak niczym przysłowiowy grom. Po prawie pięciu latach od śmierci trudno mi przebić się przez dziecięce łzy. 
– Jaki był nasz tata? – No, miał czarne włosy, wąsy...
 – Był szczupły? 
– Taki w sam raz i miał charakter. 
– Co to znaczy mieć charakter?
 – Był stanowczy i lubił oglądać mecze, i lubił swoją kotkę, która dalej żyje, Pusię.
 – Ona jest bardzo stara, tata miał ją od dawna, chyba nikt nie wie, ile ma ona lat... 
– I jest jeszcze Bodzio, też taty pies.
 – Myśmy go znaleźli, akurat Sławek jechał z tatą. Bardzo lubił czekoladę, gorzką, ja też lubię czekoladę, ale akurat nie gorzką.
– Któreś z Was jest podobne do taty?
 – Ja nie, tylko Patryk.
– To co, w przyszłości będziesz nosił wąsy?
(śmiech)
– Czy jest w domu jakaś rzecz, która Wam szczególnie przypomina tatę?
– Tak, tak, zdjęcie z mamą! 
– I lodówka!
Obecna przy rozmowie Pani Maria, ich mama, dopowiada szczegóły. Zdjęcie z mężem, jeszcze z czasów młodości, rzeczywiście wisi na ścianie w pokoju dziennym, otoczone wianuszkiem fotek dzieci. A ta lodówka trafiła do nich razem z gazową kuchenką dzięki szczęśliwemu trafowi – wygranej w loterii w postaci bonu na zakup sprzętu AGD. To musiało na dzieciach zrobić wrażenie i tata zyskał sławę prawdziwego szczęściarza.  
Tego szczęścia nie starczyło mu jednak na długo. Umarł w wieku 47 lat, osieracając pokaźną gromadkę dzieci, w tym szóstkę niepełnoletnich. Najstarsza córka, Agnieszka, przeprowadziła wówczas z mamą zasadniczą rozmowę: „Mamo, weź się w garść i nie pozwól dzieciom, by każde szło w swoją stronę. Nie możesz popuścić”. Mimo długów, w które rodzinę wpędziła m.in. około półtoraroczna choroba taty, P. Maria zrezygnowała z pracy. Dzisiaj ocenia tę decyzję bardzo dobrze: –  Musiałam poprostować wiele spraw, nie mogłam ich zostawić. Wątpię, by dzisiaj moje dzieci były takie, jakie są. Jeden z synów, obecny przy śmierci taty, wymagał pomocy psychologa. Ale wszystkie dzieci przeżywały szok. 
Najgorsze były pierwsze święta, dwa miesiące później Pierwsza Komunia Kingi – starszej siostry Patryka i Roksany – i głośna rozpacz dziecka przed ołtarzem. Potem pierwszy Dzień Ojca, pierwsza Gwiazdka. – W domu jest pełno laurek, które przez te lata dzieci przygotowywały dla Leszka. Niektóre zanosiłam na cmentarz, ale większość wciąż mam.
Domowy budżet wydawał się w ogóle nie do opanowania. Dom w Wiślince pod Gdańskiem od dawna domagał się remontu, ale o jakim tu remoncie marzyć, kiedy nie starczało na bieżące rachunki i któregoś lutowego dnia po prostu odcięto im prąd. Dzieci musiały odrabiać lekcje przy świeczkach. – Coś we mnie wtedy pękło – przyznaje P. Maria. – Zwróciłam się o pomoc do hospicjum, w którym umarł mąż, i od tego momentu w naszym życiu zaczął się lepszy czas. Tylko na początku mnie zapytano, czemu wcześniej nie przyszłam.
Hospicjum i Fundacja Hospicyjna przejęły sprawy w swoje ręce. Historię rodziny nagłośniono w mediach i zaczęły napływać dary: ubrania, żywność, ale także meble i od dawna niejedzone przez dzieci słodycze. Po kilku miesiącach, dzięki pomocy wielu ludzi dobrej woli, przyłączono im z powrotem prąd. 
Dzisiaj rodzina funkcjonuje już normalnie, Pani Maria wróciła do pracy, połowa dzieci jest pełnoletnia i samodzielna, ale utrzymuje bardzo ścisły kontakt z młodszym rodzeństwem. Mimo tragedii żadne „nie poszło w swoją stronę”, są razem i się wspierają.
Patryk o Roksanie: 
– Jest wrażliwa, chociaż wciąż o wielu rzeczach zapomina i nie cierpi komputera. Lubi bawić się w szkołę. W przyszłości chciałaby chyba zostać nauczycielką i uczyć plastyki albo techniki. – Uwielbiam dzieci – dodaje Roksana – a w szkole czekam też na wf.
Roksana o Patryku:
– Uwielbia komputer, zwłaszcza My Craft, zdecydowanie bardziej woli niż szkołę. – Nieprawda! – brat jest trochę oburzony. – Szkołę też lubię, zwłaszcza matmę i angielski, mam same piątki. – W telewizji najczęściej ogląda „Galileo”, taki program o wszystkim. I wciąż mówi o autobusach. – Chciałbym zostać kierowcą – wyjaśnia Patryk – takim, co jeździ po mieście.
Na pytanie o żal, że to właśnie ich rodzinie musiała przytrafić się taka tragedia, kręcą przecząco głowami. Nie, nie mają żalu. Nie, nie czują się pokrzywdzeni. Patryk ucieka przed moim wzrokiem, a Roksana nagle zmienia front, patrzy mi prosto w oczy i zdecydowanie ciszej niż jeszcze przed chwilą przyznaje: – Mam przyjaciółkę. Kiedy jest mi smutno i kiedy tęsknię, dobrze, że jest ze mną.
 

Przekaż darowiznę online

kwota:

Fundacja Hospicyjna

Numer konta bankowego
72 1540 1098 2001 5562 4727 0001
KRS 0000 201 002
WSPIERAJ NAS

Wolontariat opiekuńczy

Rocznik

 

WSPIERAMY UKRAINĘ

 

Numer konta bankowego
92 1540 1098 2001 5562 3339 0008 
Prosimy o wpłaty z dopiskiem - Ukraina.

Księgarnia

MIASTO GDAŃSK

 

Tumbo Pomaga i Szkoli

Tumbo Pomaga Dorosłym i Dzieciom

Akademia Walki z Rakiem

Mój osobisty plan zdrowienia

Droga do równowagi

Sfinansowano ze środków Miasta Gdańska