Mój  rozmówca, 20-letni już student 2. roku Politologii UG, w Fundacji miał bardzo dobrą opinię. Fan piłki nożnej, troskliwy, czuły  brat, spokojny, kulturalny. Ale przy tym małomówny, wręcz zamknięty. Przygotowywałam się na trudny orzech do zgryzienia. Może dlatego spotkanie z Mariuszem Sajdakiem zaczęłam od najważniejszych pytań.  

 

Ile lat minęło od śmierci mamy?

Za chwilę 4 lata. Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. 24 lutego, piątek rano, w okolicach 5.00 zadzwonił telefon z informacją, że właśnie zmarła.

Byłeś świadomy, że to może się tak skończyć?

Tak, od początku. Chorowała bardzo długo, bo 7 lat. Nowotwór wykryto, kiedy była w ciąży z moją młodszą siostrą Julką. To był trudny okres, ale każdy lepszy dzień mamy był budujący. Było widać, że chce żyć, że walczy. Miała dla kogo.

Dla Ciebie, dla Julki…

Mam jeszcze młodszego o 2 lata brata Wojtka. No ale też dla naszego taty, rodziców, wszystkich bliskich.

Sam moment odejścia był szokiem?

Był, ale w trakcie choroby nowotworowej można się ze śmiercią oswajać, bo widać jak człowiek wygasa.  Przy takim cierpieniu śmierć jest  ulgą dla chorej i dla bliskich, że ona już nie cierpi.

Czy zdążyłeś z mamą odbyć swoją ważną rozmowę?

Tak, rozmawiałem nieraz szczerze. Oczywiście najbardziej zapamiętałem rozmowę  w tygodniu śmierci, we wtorek. Wtedy przyjechała do hospicjum. Przyszedłem do mamy po szkole i byłem z nią sam. Złapała mnie za rękę i zapytała, czy zaopiekuję się siostrą. W tym momencie zrozumiałem, że jest coś nie tak. Następnego dnia już straciła przytomność, dwa dni później zmarła. To była nasza ostatnia rozmowa.

Wasze pożegnanie.

To była ostatnia rozmowa, nie pożegnanie. W czwartek też do niej poszedłem. Wychodziłem koło 22.00, była nieprzytomna. Wziąłem jej dłoń i powiedziałem, że ją kocham i by się trzymała. W ogóle nie było z nią kontaktu, a wtedy tak mocno oddała mi uścisk. Tego nie zapomnę. Następnego dnia obudziłem się bardzo wcześniej, byłem niespokojny. Więc kiedy zaraz zadzwonił telefon, to wiedziałem, co usłyszę.

Pamiętasz coś z tamtego dnia?

Nie do końca i nie od razu dotarło do mnie, co się stało. Normalnie poszedłem do szkoły. Pierwsza była matematyka. Dopiero na którejś przerwie przyznałem się kolegom. Kazano mi pójść do domu. Wracałem bardzo długo, zrobiłem sobie spacer z rachunkiem sumienia i wspomnieniami wszystkich fajniejszych momentów z mamą.

Czy czułeś ciężar odpowiedzialności za młodsze rodzeństwo?

Ciężar nie, ale odpowiedzialność tak. Tak naprawdę to Julka bardzo mi pomogła. Takie małe, pocieszne dziecko może wiele dobrego.

 Słyszałam, że obaj z Wojtkiem odradzaliście tacie jej udział w pogrzebie.

To wyszło ode mnie. Ale ostatecznie Julka poszła i to była dobra decyzja. Pożegnała się z mamą, a teraz mogłaby mieć do nas żal. Po pogrzebie to nawet sobie wyrzucałem, że w ogóle mogłem tak pomyśleć.

Pojawił się lęk o tatę?

Mój tata jest silnym człowiekiem..., ale tak, trochę był. Miałem taki czas, że myślałem, co by było, gdyby jeszcze taty zabrakło. Musiałbym zostawić naukę i zająć się rodzeństwem. Tak bym zrobił. Jestem z nimi bardzo związany.

Wróćmy do szkoły. Chodziłeś?

Chodziłem, chociaż nie dawałem sobie rady z przedmiotami ścisłymi. Skończyło się na dwóch poprawkach, zdałem je bez problemu.

Dostałeś pomoc od nauczycieli?

Od większości tak. Zwłaszcza od polonistki i pani od angielskiego. Ale byli tacy, co uważali, że celowo wykorzystuję sytuacje, aby się nie uczyć.

Co na to szkolny pedagog?

Z panią pedagog rozmawiałem parę razy. Wspierała  mnie, ale kończyło się to tak, że niektórzy nauczyciele mówili, że poszedłem na nich ze skargą. Bardzo pomogła mi zmiana profilu z matematyczno-fizycznego na humanistyczny Od tego czasu moje problemy z nauką się skończyły.

A rówieśnicy?

W takich momentach poznaje się prawdziwych przyjaciół, a nawet zyskuje. Ja zyskałem.

Jakie wsparcie dostałeś od Funduszu Dzieci Osieroconych?

Bardzo duże. Prezenty na dzień Dziecka i święta, szkolne wyprawki, wycieczki w fajne miejsca, stypendium, które mogłem przeznaczyć na lekcje hiszpańskiego i na zajęcia na basenie. Moje rodzeństwo też dostaje taką pomoc.

Czego młodemu człowiekowi w żałobie najbardziej potrzeba?

Najbardziej potrzeba zrozumienia przez innych. Dostałem je od rodziny, kolegów. No i w tym trudnym okresie poznałem fajną dziewczynę. Do dzisiaj jesteśmy razem.

Rozmawiała Magda Małkowska

 

 

Przekaż darowiznę online

kwota:

Fundacja Hospicyjna

Konto
72 1540 1098 2001 5562 4727 0001
KRS 0000 201 002

Rocznik

Księgarnia